HAUL maj - czerwiec

HAUL maj - czerwiec

Cześć!
Czerwiec już minął i od kilku dni mamy lipiec, dlatego też przychodzę do Was z rzeczami, które zakupiłam przez 2 ubiegłe miesiące. Było ich za mało, żeby dodać osobno maj, a osobno czerwiec, więc je połączyłam. ;)



1. Antybakteryjny żel do rąk "Fresh strawberries" z Bath & Body  -  ok. 12 zł
Będąc w Warszawie, miałam okazję być w sklepie Bath & Body. Z pewnością nie jest to tani sklep, jednak te żele tak pięknie pachną, że nie mogłam się oprzeć.



2. Podkład Rimmel Lasting Finish (recenzja)  -  ok. 40 zł



3. Cienie Mono Eyeshadow Zapas z Kobo oraz paletka do nich  -  ok. 4*10 zł + 17 zł = 57 zł (na częstych promocjach można dostać cień za 6 zł, a paletkę za 10 zł, więc polecam polować)
114 Aubergine
117 Caffe Latte
211 Lavender Blush
217 Pastel Peach
Kiedyś przeczytałam o nich na jakimś blogu i byłam zaskoczona, że za dosyć niską cenę można mieć tak dobrej jakości cienie. Jestem z nich zadowolona. :)




4. Maski w płachcie marki skin79  -  ok. 3*16 zł = 48 zł
Fresh Garden Mask Snail
All That Black
Animal Mask - For Angry Cat



5. Okulary przeciwsłoneczne z H&M  -  29.90 zł
Kiedy je zobaczyłam, od razu mi się spodobały. Są klasyczne i pasują prawie do wszystkiego oraz nie kosztują dużo.



6. Kostium z Szachownicy  -   39.90 zł
Kostiumy bardzo mi się podobają, ale tylko te z krótkimi nogawkami. Przez przypadek znalazłam ten, a że mi się spodobał, to go wzięłam.





A Wy co ostatnio kupiliście? :)
Moje wakacyjne postanowienia

Moje wakacyjne postanowienia

Hej!
Tydzień temu oficjalnie rozpoczęły się wakacje, przynajmniej dla mnie. Jest to świetny czas, żeby robić rzeczy, na które nie ma się czasu w roku szkolnym. Poniżej wymienię i opiszę kilka postanowień, których zamierzam się trzymać w ten piękny, letni czas.


Jeść zdrowo

Podczas roku szkolnego często jem tłuste i niezdrowe rzeczy. W wakacje mam więcej czasu, żeby sama zrobić coś dobrego i zdrowego, np. koktajle i sałatki.


Regularnie ćwiczyć i rozciągać się

W roku szkolnym mam regularnie lekcje wychowania fizycznego i tańczę 2 razy w tygodniu. Tak długa przerwa może się źle skończyć, więc chcę się rozciągać i robić kilka ćwiczeń 2-3 razy w tygodniu.

Dbać o siebie

Regularne peelingi i maseczki to coś, o czym powinno się zawsze pamiętać. Jednak potrzebna jest jeszcze jedna rzecz - czas, którego zawsze mi brakuje. Mam nadzieję, że przez ten letni czas wejdzie mi to w nawyk i od września nie będę już miała z tym problemu.


Wysypiać się

Myślę, że zdecydowana większość ludzi się nie wysypia, szczególnie uczniowie i studenci. Sen jest jednak bardzo ważny, zatem w wakacje trzeba to odespać. :D

Próbować nowych potraw

W tym postanowieniu chodzi zarówno o ich gotowanie, jak i jedzenie. Bardzo lubię przyrządzać tzw. drugie dania i piec ciasta. Podczas roku szkolnego mam na to czas tylko w weekendy (o ile jestem w nie w domu), więc teraz będę nadrabiać zaległości.


Testować kosmetyki i używać próbek

Przez ostatni czas nazbierało mi się sporo próbek. Mam także kosmetyki, które używam bardzo rzadko, bo np. do szkoły nie pasuje albo zwyczajnie rano nie mam na to czasu. Lato jest świetnym czasem na takie właśnie testowanie i eksperymenty z wyglądem.


Nie kupować zbędnych kosmetyków (i innych rzeczy)

Często kupujemy kosmetyki, ubrania czy inne rzeczy, których potem nie używamy. Zajmują nam one miejsce na półkach, są oddawane za darmo, sprzedawane po niższych cenach czy po prostu wyrzucane na śmietnik, a przecież tracimy na tym pieniądze. Jako że w lato mam za dużo czasu na zakupy i za mało pieniędzy do wydania, postanowiłam wydać je na coś, co mi się na pewno przyda.

Pisać więcej postów na bloga

W roku szkolnym nie mam czasu na wiele rzeczy, w tym na częste pisanie postów. Dlatego w wakacje obiecałam sobie pisać więcej postów. Mam już kilka pomysłów, więc potrzebuję tylko czasu. :D

Udzielać się w social mediach

Skoro mam mało czasu na zrobienie kolejnego wpisu na mojego bloga, to jeszcze bardziej cierpią na tym moje social media, na których czasem powiewa nudą. Muszę to nadrobić. Mam też parę pomysłów na projekty, więc może coś z tego wypali.

Robić sesje zdjęciowe

Jedną z rzeczy, które lubię, a na które kompletnie nie mam czasu, są sesje zdjęciowe. Zawsze fajnie jest wrzucić jakieś nowe zdjęcie na Instagram czy po prostu odświeżyć profilowe na Facebooku. Zdjęcia z sesji mogą się także nadawać do wpisów na blogu, szczególnie tych lifestylowych.


Czytać książki

Kiedyś tego nie znosiłam, mając na to bardzo dużo czasu. Dzisiaj tego czasu mi brakuje, ale za to mam chęci. Chodzi mi o czytanie książek, różnych książek, od "Chaty" przez "Papierowe miasta" i "7 razy dziś" po "Zostań, jeśli pamiętasz" oraz "Igrzyska śmierci". Mam kilka książek, które chcę przeczytać, ale jeśli masz książkę, od której nie mogłaś/eś się oderwać, to napisz mi ją proszę w komentarzu. :)


Spotykać się ze znajomymi

Spanie, jedzenie, szkoła, zajęcia dodatkowe, nauka - tak przeciętnie wygląda mój dzień w trakcie roku szkolnego. Często brakuje mi czasu na spotykanie się z przyjaciółmi, zwłaszcza jeśli chodzą do różnych szkół. Raz mi coś nie pasuje, raz im. Teraz ten nadmiar czasu trzeba właściwie razem spożytkować.


Pochwalcie się swoimi postanowieniami w komentarzach. :)


Zestaw K'Lips z Lovely

Zestaw K'Lips z Lovely

Hejka! :)
Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję zestawów K'Lips. Były one ostatnio dosyć popularne, szczególnie podczas promocji w Rossmannie. Z wyglądu są bardzo podobne do pomadek Kylie Jenner. Jedni twierdzą, że są one po prostu inspiracją, a drudzy, że to zwykła podróbka.



Ja posiadam kolor Milky Brown. Tutaj ma już plus ode mnie, ponieważ nazwa jest adekwatna do koloru - usta mają kolor mlecznej czekolady. ♥ Pomadka występuje jeszcze w 4 kolorach: Sweety, Pink Poison, Neutral Beauty oraz Lovely Lips.



Kolejnym dużym plusem jest opakowanie. Wygląda ono ładnie, a w środku znajduje się plastik, który uniemożliwia wędrowanie produktów. W środku znajdziemy konturówkę oraz matową pomadkę.



Kredka jest miękka i bardzo dobrze się nią pracuje. Pomadka świetnie się rozprowadza, więc nie trzeba nabierać dużo produktu. Aplikator jest bardzo podobny do tego z płynnej matowej pomadki od Golden Rose.



Pomadka nie zostawia śladów. Nie ściera się przy jedzeniu i piciu, nie da się jej zlizać. Utrzymuje się długo i bardzo ładnie wygląda. Jednak tłuste jedzenie może z nią wygrać. ;)



Osobiście bardzo polubiłam ten zestaw z Lovely. Kosztuje on ok. 25 złotych, a cena jest adekwatna do jakości. Dlatego też podczas promocji dało się odczuć jego brak. Mi sprawdza się świetnie. 
A Tobie? :)
Dwufazowy plyn do demakijazu liscie zielonej oliwki ziaja

Dwufazowy plyn do demakijazu liscie zielonej oliwki ziaja

Hej!
Dzisiaj przygotowałam dla Was opinię o oliwkowym płynie dwufazowym do demakijażu oczu i ust z Ziaji. Dostałam go kilka dni temu od mojej cioci. Powiedziała mi, że bardzo szczypie ją w oczy i mogę go sobie wziąć. Podziękowałam i stwierdziłam, że pewnie jest uczulona na jakiś składnik albo ma nadwrażliwe oczy. Przetestowałam go jeszcze tego samego dnia i od razu wyrobiłam sobie o nim opinię.



Produkt jest z serii liście zielonej oliwki i kosztuje ok. 8 złotych. Producent o nim pisze:
"Preparat pełni funkcję oczyszczającą, ale jednocześnie pielęgnuje skórę i wzmacnia rzęsy. Usuwa wodoodporny, intensywny, nawet teatralny makijaż. Nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy, nie zawiera barwników."



Mogę powiedzieć, że swoją rolę spełnia - zmywa makijaż, trochę go rozmazując. Może mieć on spory problem z kosmetykami wodoodpornymi. Jednak jeśli tylko dostanie się do oka, wywołuje pieczenie podobne do pieczenia od szamponu. Co prawda nie jest to długotrwałe, ale na pewno nie jest to przyjemne. Mimo to, producent pisze, że nadaje się on dla osób noszących soczewki.

Kolejną rzeczą, do której mogę się przyczepić - ma zapach (pomimo tego, że na opakowaniu jest coś innego). Zapach jest delikatny i dosyć przyjemny, przynajmniej dla mnie.



Ostatnimi jego wadami są pozostawianie po sobie bardzo tłustego osadu i mała wydajność. Przy nalewaniu na wacik dosyć dużo płynu rozlewa się wokół. Przyczyną tego jest zbyt duży otwór.

A Wy co myślicie na jego temat? Ja z pewnością nigdy go nie kupię. Jest to mój taki pierwszy niewypał z tej firmy i mam nadzieję, że ostatni. :)
Podklad do jasnej karnacji - Rimmel Lasting Finish

Podklad do jasnej karnacji - Rimmel Lasting Finish

Hej! :D
Wiem, że dużo dziewczyn ma naprawdę jasną cerę, między innymi ja. Wiem też, jak ciężko znaleźć podkład, który będzie dla niej idealny. Parę dni temu powiedziałam dość, gdy mój kochany krem CC z Bell ściemniał. Postanowiłam kupić dobry podkład, który będzie idealnie pasował do mojej karnacji. Liczyłam się z tym, że nie będzie on kosztował 20 złotych jak te, które miałam do tej pory.



Poszłam więc do Rossmanna. Miałam już wcześniej upatrzony True Match z L'Oreal, jednak wtedy postanowiłam, że zużyję te podkłady, które mam, a dopiero później kupię inny. Znalazłam jego tester i wycisnęłam troszkę na rękę, żeby zobaczyć jak wygląda i się zachowuje. Wiem, że skóra na dłoniach różni się od tej na twarzy, jednak często od razu widzę, czy dany podkład w ogóle powinnam brać pod uwagę. Wydawał się być ok, ale coś mnie tchnęło, żeby sprawdzić szafę Rimmela. Jeden z podkładów rzucił mi się w oczy. Był to Lasting Finish 010, który wyglądał naprawdę jasno na tle jego innych wersji kolorystycznych. Wycisnęłam na rękę i po gruntownym zastanowieniu się, stwierdziłam, że go kupię.



Podkład jest w odcieniu 010 Light Porcelain i kosztuje 40,99 zł. Jest to troszkę pieniędzy, ale znowu nie jakiś majątek. Jest w szklanym opakowaniu z pompką. Krycie ma średnie, jednak w kierunku mocnego. Przyjemnie się go nakłada. Ma on bardzo jasny kolor, który delikatnie podchodzi pod żółty, jednak nie jest to pomarańczowy, więc wygląda naprawdę ładnie. Ma filtr SPF 20. Po nałożeniu na twarz, wydaje się być bardzo jasny, jednak po chwili lekko ciemnieje. Mi to akurat nie przeszkadza, ponieważ nie odcina mi się kolor twarzy od koloru szyi.



Rimmel Lasting Finish u mnie sprawdził się bardzo dobrze. Ładnie utrzymywał się cały dzień oraz mnie nie zapchał. Nie był wyczuwalny na twarzy. Jak dla mnie, jest on strzałem w 10. :)

A Wy co myślicie? Miałyście? Testowałyście? Czekam na odpowiedzi w komentarzach. :D
Ladies Night / recenzja "Ponad wszystko"

Ladies Night / recenzja "Ponad wszystko"

Hej! :)
Wczoraj po raz pierwszy byłam z mamą na Ladies Night w Cinema City. Był to jej urodzinowy prezent, więc miałam nadzieję, że będzie to udany wieczór.



Przy sprawdzaniu biletów każda kobieta dostawała reklamówkę z nazwą kina. Na początku do niej nie zajrzałam, bo miałam ręce zajęte napojami i nachosami. Na dole sali kinowej było stoisko, na którym panie dobierały kolor szminek i robiły zabieg na dłonie. Poszłyśmy na nasze miejsca na samej górze sali. Gdy już się rozsiadłyśmy, mogłam zajrzeć do mojej reklamówki. Zobaczyłam w niej jakieś napoje, słodycze i kilka próbek, ale nie chciałam wszystkiego rozpakowywać, więc na tym moje oglądanie się skończyło. Myślałam, że będzie tego mniej. Chwilę później nasza Ladies Night się zaczęła.

Pomimo tego, że siedziałyśmy na samym końcu sali, wszystko było dobrze słychać. Na początku pani się z nami przywitała i przedstawiła sponsorów. Powiedziała także o możliwości skorzystania z doboru szminki i zabiegu na dłonie. Potem zaczęło się losowanie nagród. Były one różne - od voucherów na warsztaty kosmetyczne (sama jeden wygrałam :D) przez książki po pobyt w SPA w hotelu w Wiśle. Usłyszałyśmy też kilka słów o sponsorach i ich produktach oraz o fotodepilacji. Następnie przyszedł czas na seans.



Miałyśmy szansę obejrzeć przedpremierowo "Ponad wszystko". Ten film jest świetny. Opowiada o dziewczynie, która jest uczulona na wszystko, więc w ogóle nie wychodzi z domu. Zakochuje się jednak w chłopaku, który niedawno zamieszkał po sąsiedzku. Początkowo komunikują się przez szybę, ale później ich znajomość się rozwija. Według mnie, film jest świetnie wyreżyserowany. Są w nim momenty zabawne oraz bardzo wzruszające. Wystrój wnętrz, zobrazowanie wyobraźni dziewczyny oraz sami aktorzy niezwykle przypadli mi do gustu. Jest on z pewnością warty zobaczenia.

Podsumowując, wczorajszy wieczór bardzo mi się podobał. Z pewnością wybiorę się na następne Ladies Night. Poniżej są zdjęcia tego, co znalazłam w reklamówce poza zniżką do hotelu Green Hill i rabatem na fotodepilację.























Energylandia - czy faktycznie warto?

Energylandia - czy faktycznie warto?

Hej! :D
W zeszłą środę (31.05) byłam z moją klasą na wycieczce w Energylandii. Wiele się o niej słyszy, ale czy faktycznie jest ona warta uwagi? Czy te reklamy telewizyjne nie kłamią? Jaki przedział wieku jest mile widziany?



Zaraz po wejściu można usłyszeć piosenkę tego parku. Przyznam się, że po kilku razach ma się jej już dość, ale gdy się dobrze bawi, nie zwraca się na nią uwagi. Park jest podzielony na strefy:
- wodną
- familijną
- ekstremalną
- bajkowa (Bajkolandia)

Najpierw na "rozgrzanie żołądka" poszłyśmy na taki mały Energuś Roller Coaster w strefie familijnej. Naszym kolejnym punktem był Boomerang, który bardzo mi się spodobał. Kolejka najpierw wyjeżdżała tyłem pod górę, a następnie została spuszczana, jechała i na końcu znowu wyjeżdżała pod górę, tym razem przodem, i wracała tyłem. Trochę skomplikowane do opisania. Poniższe zdjęcie przedstawia tą kolejkę.



Po Boomerangu udałyśmy się na Viking Roller Coaster. Kolejki już zaczynały się troszkę powiększać, więcej ludzi wchodziło do parku. Nie było to zbytnio straszne. Po prostu jechała, bez żadnych pętli, a jej wagonik mógł się obracać o 360, jednak tylko w niektórych momentach. :) Na poniższym zdjęciu widać tą atrakcję.



Postanowiłyśmy, że pójdziemy na wszystko, co jest straszne, ale bez trzech rzeczy: Tsunami Drop, Space Gun i Space Booster. Nie lubimy takich spadków z góry i po prostu wolimy zwykłe, jeżdżące po szynach kolejki, więc od razu je skreśliłyśmy. Miałyśmy już iść na najstraszniejszą dla mnie kolejkę - Roller Coaster Mayan. Znalazłyśmy kolejkę i nasze koleżanki z klasy, więc podeszłyśmy i zaczęłyśmy rozmawiać. Po paru minutach okazało się, że nie stoimy do Mayana, lecz do Tsunami Drop - takiego pierścienia, co wyjeżdża na górę, a następnie spada na dół. Stwierdziłyśmy, że skoro już tu stoimy, to nie będziemy się wycofywać, chociaż był taki pomysł. Po wszystkim okazało się, że nie było to aż tak straszne, jak myślałyśmy. :D Konstrukcja Tsunami Dropa jest na zdjęciu poniżej.



Po naszej "niechcianej" atrakcji przyszła kolej na mój największy strach, czyli na Mayana. Była to chyba największa i robiąca najwięcej pętli kolejka. A najgorsze było to, że nie były to typowe wagoniki, lecz było się przypiętym od góry, a nóżki nam wisiały. Ostatni raz na takich wielkich kolejkach byłam w 2011 roku we Francji, ale nigdy tak przypięta. Niestety trzeba było trochę czekać w kolejce. Przez ten przejazd krzyczałam chyba najgłośniej, bałam się potwornie. To wyjeżdżało naprawdę wysoko. Jednak mimo wszystko, jest to jeden z najlepszych Roller Coasterów w Energylandii i z pewnością wart mojego strachu. Poniższe zdjęcie niestety nie oddaje dobrze "potęgi" tej kolejki górskiej, więc dołączam również filmik z YouTube z przejazdu tą kolejką.





Po wygraniu ze strachem, chciałyśmy iść na Aztec Swing, jednak odłożyłyśmy to na później, a w rezultacie w ogóle tam nie poszłyśmy. Podobno to jest najgorsza atrakcja i dużo osób się po niej źle czuje. Jest to dysk, który się kręci i huśta jak huśtawka. Nie dochodzi on do pionu, jednak nie brakuje mu dużo. Niestety nie mam jego zdjęcia, więc również wstawiam filmik z YouTube.


Naszym kolejnym punktem była najszybsza kolejka w parku - Formuła Roller Coaster, która jeździ 100km/h. W tym sezonie mają jednak otworzyć coś szybszego. Tego już się tak nie bałam i dobrze wspominam przejazd tą kolejką. Po Formule udałyśmy się na RMF Dragon Roller Coaster. On był już w strefie familijnej, taki mniejszy Mayan bez pętli. Niestety nie mam zdjęć żadnej z tych dwóch atrakcji. :/

Gdy zaliczyłyśmy to, co miałyśmy w planach, poszłyśmy na frytki z lemoniadą (miałyśmy w cenie grupowego biletu) i zaczęłyśmy zwiedzać park. Jest on naprawdę bardzo ładny. Można tam spotkać chodzące maskotki oraz wiele atrakcji dla mniejszych dzieci. Jest pełno małych karuzel, kino 7D i różne pokazy.



Udałyśmy się jeszcze raz na Boomerang i potem na pontony, jednak nie były one tak fajne, jak mogłoby się wydawać. Jest tam kilka atrakcji wodnych. My trafiłyśmy chyba na tą przeznaczoną dla najmłodszych, ponieważ woda nie chlapała, nie było żadnych spadków, a płynęło się naprawdę powoli. Z parku można przejść do strefy z basenami, zjeżdżalniami, piaskiem i leżakami. Poleżeliśmy trochę na leżakach, żeby odpocząć. Znowu trochę pospacerowałyśmy po parku, więc miałam okazję porobić kilka zdjęć.





Naszą ostatnią atrakcją, ale zaliczoną 3 razy, była karuzela z huśtawkami. Może jest dla dzieci, ale byłyśmy tak wykończone, że takie wolne kręcenie się było bardzo przyjemne i relaksujące. Na końcu poszłyśmy na pizzę, która okazała się być pyszna. W parku jest kilka punktów z jedzeniem. Na terenie Energylandii można zjeść także kebaba, hamburgery, skrzydełka z kurczaka, dania z grilla, naleśniki, gofry i lody.



Według mnie na pewno warto tam pojechać, niezależnie od tego, ile ma się lat. Dla każdego coś się znajdzie. Jak dla mnie Energylandia jest świetna i z pewnością tutaj wrócę, w szczególności, że jeszcze w tym sezonie mają otworzyć kolejne atrakcje. :D Warto tam pojechać szczególnie w urodziny, gdyż bilet jest za 1 zł (dzieci do 18 roku życia włącznie). ;)

Odsyłam Was także na stronę Energylandii, gdzie wszystkie atrakcje są wymienione i opisane. :)
Copyright © 2014 Lifestyle & beauty , Blogger